Historia ubezpieczeniowa nr 1

Można by powiedzieć, że historia jakich wiele w mojej branży. Bo jak przebiega proces myślenia o ubezpieczeniach? Przede wszystkim ubezpieczyciele to krętacze, naciągacze, a jak się coś stanie to nie wypłacają. Ale czasami coś gdzieś zacznie świtać w głowie i dla „świętego spokoju” (swojego bądź żony…) zaczynamy myśleć, o tym żeby się ubezpieczyć.

Szczególnie wtedy, kiedy nasz sąsiad, znajomy sąsiada, żona kolegi z pracy czy ktoś inny ulegnie wypadkowi. Poważnie zachoruje. Zejdzie z tego świata. Wtedy pojawia się taka myśl, że „jednak nie jestem nieśmiertelny”, „na imię mam Piotr, a nie Batman”… Wtedy szukamy, sprawdzamy jedną albo drugą ofertę (oczywiście patrząc przede wszystkim na cenę – bardzo nieliczni czytają OWU), czasami rozmawiamy z zaufanym agentem ubezpieczeniowym i kupujemy ubezpieczenie. Na życie, na następstwa nieszczęśliwych wypadków, na pobyt w szpitalu, na poważne zachorowania. I często powtarzam, że jak się pojawi myśl „muszę się ubezpieczyć”, to po prostu trzeba to zrobić! Bo nie ma przypadków są tylko znaki…

I kiedyś w głowie Pana Piotra pojawiło się kilka myśli. Prowadzę biznes. Ludzi dużo nie zatrudniam, ale kilka osób dla mnie pracuje. Mam wzięte kredyty. Mam żonę i dziecko, które kocham nad życie. Jeżeli coś mi się stanie to jest problem. Firma podupada (praca ze szpitala nie zawsze jest możliwa), rehabilitacja kosztuje…. majątek. Gdy mnie nie będzie pojawi się problem, za co ma żyć moja żona. Jak odłożyć na przyszłość dziecka? Dziecko częściowo odziedziczy mój biznes, ale ponieważ jest nieletnie to będzie miał nad tym pieczę sąd rodzinny. Aaaaaaaaa! Ubezpieczam się.

Pan Piotr trafił do mnie. Niektóre ubezpieczenia miał, niektórych nie miał. Zrobiłem analizę, wskazałem potencjalne ryzyka, niebezpieczeństwa. Pokazałem wyłączenia w OWU! Decyzja na tak. Podpisany wniosek, Klient uspokojony. Ja zadowolony – bo dobrze przeprowadziłem cały proces, a i prowizja za sprzedaż wygląda ciekawie. Prowizję dostaję gdy Klient wpłaci składkę. Dopiero wtedy jest – w tym przypadku – chroniony. Kiedy Pan wpłaci? Dziś lub jutro. Czekam… wniosek zaakceptowany przez dział oceny ryzyka. Czekam… po tygodniu spotykam Pana Piotra i mówi mi prosto w oczy „wczoraj zrobiłem przelew”. Oooo… stwierdzam, „to sprawdzę już pewnie go widzę”. „A nie” – pada odpowiedź – „z mojego banku przelewy idą długo”… Jak się wszyscy domyślają przelew „idzie” nadal. Już trzeci rok… OK. Mógł Pan Piotr zmienić zdanie. Mógł znaleźć lepszą propozycję. Ja to akceptuję – nie raz i nie dwa tak się zdarzało. Tylko mógł to powiedzieć, a nie kłamać.

Ciąg dalszy?

Ciąg dalszy napisało życie…

Mniej więcej pół roku później Pan Piotr ulega wypadkowi. Uszkodzenie rdzenia kręgowego, niedowład czterech kończyn. Później dochodzą do tego komplikacje, bóle głowy, gorączka, utrata świadomości. Mało? To dodajmy do tego zapalenie opon mózgowych, sepsę, śpiączkę i śmierć kliniczną…

Teraz jest już lepiej. Pan Piotr żyje, aczkolwiek to życie ma znacznie utrudnione. Zmiany spowodowane tym nieszczęśliwym wypadkiem są naprawdę duże. Do tego finanse całkowicie zaburzone. Niektóre mieszkania (na wynajem) zajęte przez komornika…

Ktoś powie „życie”. Pewnie tak.. Ktoś powie „ubezpieczenia nie chronią przed wypadkami”. Tak, oczywiście – one łagodzą ich skutki. Dają święty spokój. Tylko. Albo aż.

Paweł Rudzki
Zapraszam do kontaktu
tel. 508 195 570
share:

UWAGA: historia napisana na podstawie zdarzeń autentycznych. Imię głównej postaci zostało zmienione.